niedziela, 18 września 2011

Powrót Rachitycznego i inne przypadki.

Od mojego ostatniego wpisu wydarzyło się tak wiele, że sama nie wiem od czego mogłabym zacząć... Może tak:

Wesele było, zabawa do białego rana, dziecko wywijało jak szalone ;)

Pierwszy tydzień w szkole, jakoś minął, dziecko się nie zniechęciło.

Potężna awantura w rodzinie, w którą zostałam wciągnięta mimo woli, i od której się zadnią częścią odwróciłam... od awantury rzecz jasna a nie rodziny... chociaż możne i od niej też...

Zaszczytne miejsce w trójce klasowej... możne być jednocześnie ciężko i zabawnie...

Wrócił Rachityczny Kaszelek. W towarzystwie zapalenia zatok i temperatury... Męczący drań...

Nie chce mi się nawet nie chcieć...

P.S. Małż sobie w czasie wczorajszej kolacji łyżeczką od herbaty WYBIŁ ZĄB!! JEDYNKĘ!! JEST SZCZERBATY...

piątek, 2 września 2011

Wiwat Państwo Młodzi!


Ale to dopiero jutro, dziś ostatnie poprawki i lakier dla ślubnego prezentu. Zdjęcia świeżutkie i takie ... moje... Znaczy niepełnosprawne...


piątek, 19 sierpnia 2011

Za chwil kilka... za momencik... będę w lesie...

I będę zbierała grzyby do wypęku, do znudzenia i zmęczenia!!! I będę najszczęśliwszym stworzeniem jakie ziemia nosiła!

A jeszcze przed wyjazdem butelka nalewkowa, kupiona w sklepie po... zł.
Robiona dla jednej przemiłej pary.




I do zobaczenia za 10 dni!!

wtorek, 16 sierpnia 2011

Huston mamy problem...

A nawet dwa... zdaje się, że nie jedziemy do lasu... znaku żadnego Ewkowie nie dają, nawet dymnego. Znaczy stało się coś niedobrego... Niedobrze, oj niedobrze. Żeby ich tylko jakie nieszczęście nie spotkało, bo będzie naprawdę źle...
Szkoda , ale co mamy zrobić? szaty rwać na sobie czy łeb popiołem posypywać?

Z rzeczy pozytywnych: Marysia ma już całą wyprawkę do szkoły, z częścią jej nawet sypia... Plecak z lalką podobną do B zauroczył dzieciątko... Mała zaczęła liczyć dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Oby się tylko po pierwszym tygodniu nie zniechęciła i będzie ok.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Odliczanie w toku...

Coraz bliżej wyjazdu, wszystkie sprawy pilne i te mniej pilne załatwiamy już.
Po niedzieli jedziemy do księgarni po podręczniki dla Marysi, do marketu po inne szkolne przydasie, plecak na razie wstrzymany, bo może potem będą fajniejsze albo tańsze te co są baaardzo fajne.
Słoiki już przygotowane na wypadek jakby były grzyby w lesie... jeszcze papierowe torebki (też na wszelki wypadek). W najbliższą sobotę zaczynamy pakowanie... żeby przypadkiem niczego potrzebnego nie zostawiać w domu.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Dumna jestem!

Jestem przeogromnie dumna z mojego dzieciątka!! Taka dumna i taka szczęśliwa jak nie wiem co!
Powodem tej lawiny uczuć jest plomba... tak, tak... jedna mała plomba, założona na jeden mały mleczny ząbek Marysi!
Była dzielna, siedziała spokojnie, nie krzyczała i nie szarpała się. Zachowywała się lepiej niż niejeden dorosły (w tym JA ).
Podczas kolejnej wizyty będzie lakowanie ząbków i kolejna plomba. Ja już jestem zestresowana a co dopiero w następny wtorek będzie!
Troszkę ją zabolało ale mądra kochana Pani Ząbek jej powiedziała, że to ten ostatni robal z zęba się tak trzyma i trzeba go wygonić.
W nagrodę za dzielność Marysia dostała lizaka! Wiem, że to niezbyt mądre, ale jakoś dziecku trzeba osłodzić ten wysiłek i odwagę.

niedziela, 31 lipca 2011

Zaczymany odlicznie!

Już za parę chwil... za chwil parę... tra la la la la...
Już za niedługo, za dosłownie kilkanaście dni jadę do "domu w lesie"!
Ewa mi wczoraj pisała i terminy podawała!!! Matko jak ja kocham to miejsce! I właścicieli Domu też kocham. Niezwykli, życzliwi i uroczy ludzie z fantastycznym hobby.

Z tym ich hobby to też historia osobna i dość zabawna...
Ewa marzyła "całe życie" to znaczy dość długo... o nurkowaniu, opowiadali mi o tym w czasie naszej pierwszej wizyty w Michałowie.
"Dom w lesie" faktycznie jest domem w lesie, i na czas nieobecności właścicieli potrzebny jest ktoś do opieki nie tyle nad domem co nad pieskami (niegdyś trzema) i kotami...
Mówili nam o tym, że zimą to wszyscy deklarują chęć opieki a jak przychodzi okres urlopowy to nie ma nikogo chętnego.
Tak jakoś obydwoje z małżem zadeklarowaliśmy chęć opieki z potrzeby miejsca spokojnego wypoczynku urlopowego..., Ewka i Janusz się ucieszyli, po czym nie wzięli naszej oferty całkiem serio... i się zaczęło!
w czasie urlopu chcieli zrobić uprawnienia nurkowe, bez nich nie ma opcji pływania gdziekolwiek, a wiedza specjalistyczna w tej dziedzinie jest tak samo potrzebna jak sprzęt.
Razem z nimi zdawałam egzamin (znaczy oni zdawali a ja ich odpytywałam z teorii). Zdali, zrobili badania, kupili własny sprzęt i pojechali... ale dopiero później...
A my mamy cudowne miejsce na wypoczynek urlopowy!! Z dala od ludzi, cisza i spokój!! W tym roku jedziemy już trzeci raz!! Mam nadzieje, ze nie ostatni!!
Już się nie mogę doczekać, może padać deszcz... nawet powinien, w zeszłym roku nazbieraliśmy masę grzybów i w tym tez chcę!